Motywy działania PolSpamu
Oświadczenie PolSpamu pozostawiam bez komentarza.
Rozmiary epidemii jaką jest spam powodują, że przestał on już być błahostką
powodującą jedynie rozdrażnienie niektórych odbiorców ale stał się poważnym
zagrożeniem dla bezpieczeństwa sieci.
Spam kosztuje. Spam kosztuje bardzo, bardzo dużo. Tylko, że nie płacą jego
nadawcy. Na większości serwerów obciążenie spamem wynosi nie mniej niż 30%
poczty, ale są też rekordziści, na których spam to ponad 90% całej
przychodzącej poczty - to serwery z kontami używanymi od kilku lat. Tylko
że te stare konta są właśnie najcenniejsze, więc trzeba zacisnąć zęby i
filtrować. Przesłanie takiej ilości danych kosztuje i płaci za to
właściciel serwera (wysokie koszty dzierżawy łącza), a także właściciele
wszystkich łącz, przez które ten spam przeszedł. Przechowywanie takiej
ilości spamu na serwerach kosztuje (np. koszty zakupu macierzy dyskowych).
Jego przetwarzanie kosztuje (np. czas procesorów, który mógł zamiast tego
służyć podniesieniu komfortu pracy klientów). Filtrowanie spamu kosztuje i
naraża na utratę klientów (praca administratorów i przepraszanie
wściekłych odbiorców spamu). Odbieranie tego spamu kosztuje (koszt
połączenia modemowego klientów odbierających pocztę, i to często wcale nie
przez zwykły modem, ale np. przez GPRS). To oczywiście pewne uproszczenia.
Ale ktoś musi za to wszystko zapłacić, zwykle klienci. Wypowiedź w duchu
"dziękujemy twórcom Internetu, ale teraz nadeszły czasy rynkowe i wszystko
się zmieniło" to istna kpina. To właśnie z realiów rynkowych wynika
konieczność ochrony przed spamem.
Te same "realia rynkowe" nie mogą kłócić się z poszanowaniem prywatnej
własności. Adresy poczty elektronicznej są własnością osób, które
zapłaciły za ich użytkowanie: adresatów. Nie nadawców. Osoby piszące o
"komercjalizacji Internetu" zachowują się tak, jakby tego nie rozumiały.
Oczywiście, jeżeli mowa o darmowych kontach, to ich właścicielem jest
dostawca usługi i on może decydować o przysyłanych reklamach. Ale nie
udawajmy - nie o takich reklamach mowa. Nie dodajemy do bazy mailingów
wykonywanych zgodnie z regulaminem kont przez Onet, WP czy Polbox,
ponieważ rozumiemy zasady, na jakich te serwisy udostępniają użytkownikom
swoje usługi. Decyzja o zawartości skrzynki pocztowej należy do osoby,
która za nią zapłaciła. Nie do osoby, która chciałaby swoją wiadomość
rozesłać w maksymalnej liczbie egzemplarzy. Przy okazji - na dokładnie tej
samej zasadzie działają wirusy. Różnica polega m.in. na tym, że wirusy są
obecnie mniejszym obciążeniem dla Internetu, niż spam. Producenci skanerów
antywirusowych zabezpieczających pocztę elektroniczną standardowo umieszczają
obecnie w swoich programach dodatkowe moduły do wykrywania i blokowania spamu.
Spam obraża i demoralizuje: dlaczego dziecko które założyło konto pocztowe
w szkolnej pracowni informatycznej na drugi dzień dostaje ofertę wizyty w
porno-witrynie, dlaczego jego ojciec codziennie musi czytać oferty na
towary które nie są mu do niczego potrzebne - niech to nawet nie będą
oferty seksualne, tylko meble pochodzące z drugiego krańca Polski czy
świata? Spam kosztuje, zabiera czas, narusza godność osobistą i prawo do
prywatności.
Mówiąc obrazowo, tak można przedstawić różnicę między zwykłym
użytkownikiem sieci a spamerem: zwykli użytkownicy Internetu to
przechodnie idący ulicą pełną sklepów. Na sklepach wiszą reklamy, są
witryny wystawowe (strony WWW). Przechodnie mogą wejść do któregoś sklepu
(opt-in), ale nie muszą, mogą pójść dalej. Spamerzy natomiast stawiają
swój sklep na środku ulicy, blokując ruch. Jedyna droga dalej wiedzie
wówczas przez ich sklep. Mają najwyżej specjalne przejście obok sklepu
dostępne tylko dla tych, którzy podpiszą odpowiedni papierek (opt-out).
Porównanie Internetu do ulicy też jest odpowiednie. Zwykle, każdy kawałek
ulicy ma swojego właściciela: są drogi państwowe, drogi gminne, prywatne
autostrady czy dojazdy do posesji. Każdy buduje taką drogę, jaka mu
potrzebna, by połączyć się z siecią komunikacyjną, która może sprawnie
funkcjonować tylko jako całość. Spamerzy są jak właściciele firm
przewozowych, wysyłający konwój ciężarówek wszelkimi możliwymi drogami -
zarówno szeroką autostradą, jak i małą prywatną drogą, nieprzygotowaną do
takiego ruchu, bez zwracania uwagi na prawa właścicieli dróg.
Doskonale znamy odpowiedź spamerów - "niechcianą reklamę można skasować".
Ale żeby skasować, trzeba najpierw wiedzieć, co jest w tej wiadomości.
Czyli przeczytać. A cała rzecz opiera się na stwierdzeniu prostego faktu -
właściciel adresu ma prawo decydować, co chce czytać, a czego nie.
Właściciel adresu, a nie jakaś obca osoba, która postanowiła kolejny adres
"potencjalnego klienta" dopisać do swojej bazy danych. Jest wielu spamerów,
ktorzy jako nowicjusze nie rozumieją problemu i są zdziwieni reakcją odbiorców.
Wydaje im się, ze wylanie komuś szklanki wody na głowę to niewinny zart i
wystarczy się wytrzeć. Nie rozumieją tego, że polewany człowiek, z trudem
usiłuje właśnie ratować resztki utraconego w powodzi dobytku. A ci, którzy z
premedytacją otwierają tamy bardzo często udają niewiniątka, którym jednorazowo
przytrafił się nieprzemyślany do końca, trochę niezręczny dowcip i nadal z
przekonaniem głoszą, że woda jest niezbędna do życia.
Internet od dawna był, i nadal jest komercyjny. Internet był komercyjny
zanim pojawił się spam. Spam nie jest potrzebny Internetowi do
funkcjonowania. Płaci się za łącza, za adresy poczty elektronicznej, za
usługi hostingowe itp. Użytkownicy tych dóbr nie chcą być okradani i mają
do tego święte prawo, ponieważ za nie zapłacili. Niestety, protokoły
Internetu (IP, SMTP itd.) powstały w epoce, gdy nikt nie myślał o
"płaceniu za Internet", powstały one na zasadzie wzajemnego zaufania -
strona obsługująca żądanie (np. połączenia do portu TCP, przesłania poczty
itd.) musi ufać stronie inicjującej operację, ponieważ zabezpieczenia nie
są "wpisane" w odpowiednie protokoły. Być może zostaną wpisane, bo
Internet Engineering Task Force pracuje właśnie nad nowymi protokołami,
które umożliwią lepszą ochronę Internetu przed nadużyciami.
Reklama w Internecie to nowy rynek, dużo młodszy niż sam rynek usług
internetowych. I nie ma żadnych szans, żeby rynek reklamy działał w
oderwaniu od rynku usług internetowych, ani od jego realiów technicznych.
Alternatywą jest utworzenie przez reklamodawców własnej sieci, z własnymi
protokołami i standardami - i zachęcenie ludzi, by chcieli z tej sieci
korzystać. Podstawowym błędem spamerów-reklamodawców jest traktowanie całej
sieci jako miejsca publicznego i
celowe przekraczanie granicy, za którą już rozciągają się prywatne obszary
sieci.
Tworząc PolSpam udostępniamy tylko jedno z bardzo wielu narzędzi
pomagających filtrować niechcianą pocztę. Użytkownicy mają pełną swobodę
korzystania z takich narzędzi. Nikt rozsądny ich do tego nie zmusza, ani
nikt im nie zabrania. Działalność Polspamu oparta jest na zasadach zawartych w
fundamentalnych dla sieci dokumentach. Ale organizacje takie jak SMB nie
zapoznawszy się z tymi zasadami mają swoją wizję funkcjonowania sieci i bardzo
by chciały ograniczyć działalność PolSpamu, odbierając użytkownikom Internetu
kolejne narzędzie wspomagające ich w dysponowaniu swoją własnością. Im bardziej
grożą PolSpamowi, tym bardziej my unikamy kontaktu. Naszą misją jest przede
wszystkim dostarczanie skutecznych narzędzi do filtrowania spamu, a nie awantury
ze spamerami. Wszyscy chcą znać nasze adresy i nazwiska, żeby wiedzieć kogo mogą
"opierniczyć", komu przypisać winę za to, że rozsyłany spam nie przyniósł
spodziewanych efektów tylko masę zwrotów i niegrzecznych odpowiedzi i
nieprzyjemnych akcji odwetowych, z którymi nie mamy nic wspólnego. Ale już
znacznie mniej naszych korespondentów czyta w FAQ'u dlaczego i jak działamy.
To właśnie takie podejście marketingowców jest "po tej stronie" uważane za
arogancję. Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie wszyscy marketingowcy są
tacy ale to najczęściej z takimi mamy do czynienia. I to właśnie takie
podejście marketingowców powoduje, że kolejne wynalazki informatyków stają
się bezużyteczne - sromotny koniec przyszedł już dawno na tak cenną rzecz
jak open-relay, spam zabił 2-3 lata temu skrypty form-mail, na początku
tego roku zniszczył windows messengera i niszczy komunikatory w rodzaju
ICQ, a także wiele innych narzędzi stworzonych do komunikacji. PolSpam walczy o
to, by źle pojmowany marketing nie zniszczył również poczty elektronicznej. Nie
jesteśmy w tej walce osamotnieni.
--
Administratorzy systemu PolSpam
|