Polemika z BiznesNet'em
Autor: Grendel
W związku z tym, iż redakcja portalu www.biznesnet.pl nie
przewidziała możliwości komentowania artykułu, pozwolę
sobie na zamieszczenie tu swoich przemyśleń wierząc, że i tak dotrze to - dzięki 'życzliwym' - do
właściwych uszu.
Na początek zacytuję mój ulubiony fragment omawianego artykułu, który dobitnie pokazuje stosunek
'marketoidów'[1.] do internetu.
"Internet był postrzegany jako dobro wspólne wszystkich użytkowników,(...) Tak było zanim Internet
stał się miejscem obrotu gospodarczego i integralną częścią gospodarki. "
Jak więc widać, podejście marketoidów do internetu i jego użytkowników jest oczywiste, i aż prosi
się, by zacytować 'szalikowców' pewnego klubu piłkarskiego 'My som tu teraz pany !' Tzw. 'e-biznes'
uzurpuje sobie prawo do korzystania z wszelkich zasobów internetu bez ograniczeń i w sposób dowolnie
wybrany, przy jednoczesnym braku poszanowania jakichkolwiek obowiązujących w nim zasad.
Marketoidy oczywiście argumentują (próbując tym samym zdyskredytować dyskutantów), że "czasy
komunizmu w internecie się skończyły i czas teraz na robienie tu interesów".
Nie czuję się "internetowym komunistą", który uważa, że wszystko powinno być za darmo i powinna
panować tu niczym nieograniczona wolność - wręcz przeciwnie! Uważam, że niektóre elementy internetu
powinny być bardzo uważnie nadzorowane, a korzystanie z nich - płatne, chociażby w celu dochodzenia
personaliów osób z nich korzystających (mail, portale internetowe z wszelkiego rodzaju guest-bookami
i forami dyskusyjnymi, konta shellowe, serwery proxy - zwłaszcza anonymisery, oraz inne zasoby
ułatwiające wszelkiego rodzaju nadużycia). Dobrym przykładem komercyjnego wykorzystania internetu
jest www.cneb.pl, w którym nawet tak wydawałoby się trywialne zasoby
jak forum dyskusyjne, dostępne jest tylko dla klientów 'Czas na E-Biznes'. Dzięki temu, uczestnicy forum
mają zapewnioną wystarczającą dozę prywatności by w spokoju dyskutować, nie narażając się na ataki osób
postronnych, wykradanie adresów itd.
Portal biznesowy cneb.pl znany jest także z prowadzonej rygorystycznie "polityki prywatności",
która wedle zapewnień autora dokumentu 'Jak nie zostać spamerem' (www.cneb.pl/antyspamer),
skutecznie zabezpiecza portal przed oskarżeniami o spamerstwo. Po dokładnym przeanalizowaniu dokumentu
mogę stwierdzić, iż zaproponowane tam metody prowadzenia legalnego mailingu, choć nie wyczerpują tematu
(swoje uwagi przesłałem autorowi), to jednak posuwają daleko naprzód kwestię uregulowania rynku mailingów
w Polsce. Podobnie rygorystyczną politykę mailingową prowadzi portal pracuj.pl,
którego również próżno szukać w bazach antyspamerskich pokroju Polspamu.
Jednakże, www.cneb.pl, czy pracuj.pl, są nielicznymi chlubnymi wyjątkami w polskim e-biznesie. Podejście
większości marketoidów do internetu, jako placu ich bezpardonowej walki o dominację ekonomiczną, po prostu
mnie śmieszy, ale jest to śmiech przez łzy.
Odkąd mailing stał się najprostszą, wręcz automatyczną metodą promocji wszystkich i wszystkiego, reakcje
osób dbających o swoją prywatność przybrały bardziej stanowcze formy. Jej skrajnym przypadkiem nie jest
wcale zgłaszanie nadawców do Polspamu wbrew temu, co twierdzą jego zagorzali przeciwnicy. Polspam bowiem
przewiduje możliwości:
- Odrzucenia zgłoszenia w razie jakichś wątpliwości - robią to ludzie - nie automaty i to dzięki tak
wyszydzanym administratorom Polspamu, na liście do blokowania nie znajdują się różne popularne portale
tematyczne, których użytkownikom nie chce się wypisywać.
- Odwołania się od decyzji. Sądząc po ilości minusów w plikach synchronizacyjnych polspamu, instytucja
reklamacji działa prężnie. A, że naszych dzielnych marketoidów nie obchodzi to, że mailingami szargają
dobre imię firmy ?. No cóż... Słyniemy z tego, że nasza perspektywa myślenia zamyka się w okolicach
najbliższej wypłaty.
Wiele innych baz anty-spamerskich nie tylko nie przewiduje instytucji odwołania się od decyzji, ale też
wycinają one 'w pień' zarówno adres e-mail, z którego nadano przesyłkę, jak i adres ip serwera, z którego
wyszła, a nawet całą podsieć odcinając spamerów w całości, najczęściej z bogu ducha winnymi przypadkowymi
klientami tego samego providera.
Także zaspamowane firmy polskie podejmują znacznie bardziej rygorystyczne kroki, niż robi to Polspam.
Prezes dość dużej firmy na Śląsku zażądał stanowczo ode mnie odcięcia wszystkich, którzy mieli 'pecha'
i akurat tego dnia zaspamowali skrzynkę mailową jego biura w dość newralgicznym dla firmy czasie -
oczekiwania na potwierdzenie złożonego przez kontrahenta zamówienia na dość drogą usługę. Prezes -
całkiem słusznie - obawiał się, że potwierdzenie to utknie gdzieś wśród setek śmieci zalewających
skrzynkę. Tak więc bez skrępowania poleciały w niebo: openkontakt i parę innych serwisów b2b,
kilkanaście firm 'wspierania' biznesu (czytaj: wpychania tandetnych produktów), firmy oferujące tanie
utrzymanie i tworzenie stron www itd... Od takiego odcięcia odwołania nie ma i nie będzie. Argument
jest prosty - jeśli ktoś poważnie traktuje swój biznes, to reklamuje się w cywilizowany sposób, a nie
poprzez wpychanie ludziom śmieci do skrzynek pocztowych.
Jeśli zaś chodzi o ryzyko dopisywania portali, przez nieuważnych użytkowników, co wielokrotnie
podnosili przeciwnicy Polspamu... Pozwolę sobie na małą złośliwość - jakoś nigdy portal pracuj.pl
do Polspamu nie trafił mimo, iż rozsyła tysiące maili tygodniowo. Redaktor cneb.pl też twierdzi,
że 'jest czysty' (co potwierdza kontrola zawartości moich filtrów na bieżąco synchronizowanych z
polspamem). Może po prostu właściciele niektórych portali są troszkę za mało douczeni, a troszkę za
bardzo zdesperowani i stąd przyczyny dopisywania ich adresów do Polspamu i innych baz ?.
Mam nadzieję, że niniejszy tekst zmusi panów z SMB,
signs.pl i innych natarczywie zwalczających
wszelkie ruchy anty-spamerskie (bo nie tylko polspam!), do choćby odrobiny namysłu nad obecną
sytuacją i poszukania winy nie wśród administratorów serwerów pocztowych, czy administratorów
Polspamu, lecz w swojej własnej firmie. Wszystko bowiem wskazuje na to, że przyczyną większości
problemów jest:
- zła organizacja pracy firmy - złe funkcjonowanie, a nawet brak łączności poziomej, a w
pewnych sytuacjach także pionowej,
- brak wykrystalizowanej polityki obsługi klienta;
- brak przeszkolenia pracowników z zakresu prowadzenia korespondencji i obsługi klientów;
- brak podstawowej wiedzy na temat funkcjonowania Internetu.
Proponuję więc zainwestować w jakieś dobre szkolenie z zakresu zarządzania w biznesie,
wdrażania e-biznesu w firmie - to dla kadry zarządzającej, a dla pracowników podstawowy kurs prowadzenia
biura - powinno wystarczyć, skoro dziewczyna po technikum gastronomicznym i kursie pomocy biurowej wie
więcej o prowadzeniu korespondencji, niż większość marketoidów[2.].
Przypisy
[1.] Marketoid - człowiek z 'poczuciem misji' w prowadzeniu
działalności marketingowej, który nie szanuje żadnych ustalonych praw, prywatności innych i
to zarówno w internecie, jak i poza nim. Marketoida charakteryzuje brak norm moralnych, za to
silna motywacja do działania i generowania obrotu.
[2.] Przykład autentyczny!
Uzupełnienie
|