"Dzielny Biznesmen", czyli krótka opowieść o tym, dlaczego spam jest zły.
Autor: Grendel
Drogi Czytelniku !
Ostatnimi czasy, rozpętała się wkoło wojna o to, co jest wolnością, a co jej ograniczaniem w
kontekście poczty elektronicznej i jej komercyjnego zastosowania. W internecie istnieją
opozycyjne obozy, które nie przebierają w środkach, by udowodnić swoje racje. Z jednej strony
mamy Stowarzyszenie Arcy Dzielnych Biznesmenów, z drugiej Szwadrony Śmierci, które walczą o
cele, których Stowarzyszenie Arcy-Dzielnych Biznesmenów zrozumieć nie chce, albo nie potrafi.
Stowarzysznie Arcy-Dzielnych Biznesmenów uważa, iż e-mail (elektroniczny list) jak sama nazwa
wskazuje, jest czymś bardzo podobnym do zwykłego papierowego listu, ale ma parę zalet, które
stawiają e-list wyżej niż zwykły... E-list ma tę zaletę, że "nic nie waży", można go natychmiast
wysłać, nie kupując przy tym znaczków... Można więc powiedzieć, że jest to taki list tyle, że
jego wysłanie nic nie kosztuje, poza kosztami komputera (jednorazowe), i połączenia z internetem
(stosunkowo niewielka kwota miesięczna, nieporównywalna z kosztami tradycyjnej poczty).Jest to
niestety analogia bardzo, ale to bardzo nieprawdziwa, czego Stowarzysznie Arcy-Dzielnych
Biznesmenów nie chce zrozumieć, albo dobrze to rozumie, ale z oczywistych względów - udaje, że
nie wie o co chodzi.... Dlaczego ? Aby to zobrazować, spróbujmy przyłożyć świat e-listu do
świata listu klasycznego...
W naszej Nibylandii, ktoś stworzył piękną wizję, że ludzie z całego kraju mogą się ze sobą łatwo
i szybko porozumiewać, przy pomocy Poczty, której transportem zajmie się 'Urząd Pocztowy'.
Poczta, jako dobro ogólne, narodowe, będzie finansowane z 'Podatku Pocztowego', który każdy
obywatel będzie płacił. Dzięki takiemu układowi każdy będzie mógł bez skrępowania wysłać list do
dawno niewidzianej teściowej, nie martwiąc się o koszty jego dostarczenia - tym zajmie się
"Urząd Pocztowy". Każdy obywatel niezależnie od tego, czy wysyła listy płaci więc co miesiąc
określoną kwotę do budżetu "Urzędu Pocztowego". Jest to kwota stała, niezależna od ilości
nadawanych / odbieranych przesyłek. W oparciu o tenże abonament, Poczta zatrudnia listonoszy
odbierający od drzwi nadawcy i przekazujący do odbiorcy nadawane przesyłki, buduje Urzędy
Lokalne, które sortują przesyłki, kierując je do określonych regionów, miast itd
Jednym z obywateli jest Dzielny Biznesmen, który szybko odkrywa, że dzięki taniemu przekazywaniu
informacji handlowych, może łatwiej reklamować swój towar, a co za tym idzie - zwiększać zyski.
Szybko odkrywa też, że im ładniejsza, bardziej kolorowa reklama, tym lepsza sprzedaż. Rozsyła
więc coraz więcej listów - coraz większych, cięższych i bardziej kolorowych...
Poczta oczywiście zmuszona jest każdą przesyłkę przyjąć i przekazać odbiorcy, bo tak nakazuje
jej 'umowa społeczna', oraz abonament płacony przez nadawcę. Aby sprostać temu zadaniu, musi
zatrudniać nowych listonoszy, kupować nowe, lepsze, mocniejsze samochody do przewożenia coraz
bardziej 'wypasionych' reklamówek rozsyłanych przez przedsiębiorczego biznesmena do coraz
większej ilości odbiorców. Robi to bez podnoszenia abonamentu 'pocztowego', bo to wzbudzałoby
'niepokoje społeczne i nieuzasadnione przestoje w pracy'... Poczta kieruje więc prośbę do
biznesmena, by ten bardziej racjonalnie planował swoją politykę reklamową i starał się docierać
tylko to takich obywateli, którzy naprawdę są zainteresowani otrzymywaniem jego reklam, a nie
dziko rozsyłał je do wszystkich obywateli w kraju. Dzielny Biznesmen odpowiada, żeby mu nie
zawracać głowy, bo przecież ma on prawo rozsyłać, co chce i komu chce, bo uprawnia go do tego
płacony 'podatek pocztowy'.
Urząd Pocztowy zaczyna więc przynosić coraz większe straty, a tym samym obniżać poziom usług
świadczonych tym użytkownikom Poczty, którzy płacą abonament taki sam, jak nasz Biznesmen, ale
wysyłają co najwyżej 2-3 zwykłe listy dziennie, czasem mniej, ale oczekują, że list zostanie
dostarczony równie szybko, jak przed laty. Mamy więc do wyboru: albo podnosimy abonament dla
wszystkich po równo, by zwiększyć operatywność Poczty, albo godzimy się na coraz gorszy standard
świadczonych usług w imię solidarności z naszym Biznesmenem, który oczywiście nadal uważa, że
wszystko jest w porządku.
Spójrzmy teraz, co dzieje się na drugim końcu ścieżki - u adresata przesyłek. Adresat - prosty
obywatel, codziennie wyciąga ze skrzynki coraz to nową 'superofertę' i po jej przejrzeniu
wyrzuca do kosza. Kosz ten szybko zapełnia się i trzeba go gdzieś wyrzucić. Za wyrzucanie śmieci
oczywiście obywatel, a nie nasz dzielny Biznesmen.
Jak więc widać - w tym układzie, nasz dzielny Biznesmen przerzuca koszty swej działalności
związanej z reklamą, na inne podmioty i innych obywateli. Płacąc podatek pocztowy taki, jak
wszyscy inni obywatele, wysyła wielokrotnie więcej niż wszyscy inni, a koszty transportu i
utylizacji jego przysyłek ponoszą inni. Przedstawiony powyżej schemat jest maksymalnie
uproszczony - przewiduje obecność tylko jednego 'Urzędu Pocztowego', utrzymującego się z
'podatku pocztowego'. Ten monolityczny układ już dziś raczej nie występuje - mamy wolny rynek.
Spróbujmy więc bardziej skomplikować nasz układ.
Załóżmy, że cały kraj podzielony jest na 'strefy wpływów' firm zajmujących się transportem
przesyłek. Niektóre firmy są duże, obejmują swym zasięgiem duże połacie kraju, niektóre są
mniejsze, czasami obejmują raptem parę ulic. Istnieje pomiędzy nimi umowa, że niezależnie od
tego, kto pierwszy przyjmie przesyłkę, pozostali, na zasadzie sztafety, przekażą kolejnemu
podmiotowi tę przesyłkę tak, by ta dotarła do odbiorcy w drugim końcu kraju. Szkopuł w tym, że
tylko ten pierwszy bierze za to pieniądze, a pozostali oczekują raczej, iż przy ruchu 'zwrotnym'
to oni zarobią...
Mamy więc naszego dzielnego Biznesmena, który stoi przed wyborem swojej 'Firmy Pocztowej'. Wybór
pada oczywiście na taką, która będzie najtańsza, a to, że swym zasięgiem obejmuje tylko 2-3
ulice na małym osiedlu w nic nie znaczącym zakątku kraju ? Nie ważne... Przecież i tak to nie
lokalna Firma Pocztowa dostarcza przesyłkę, tylko inne podmioty, którym zostanie ona przekazana.
Tak więc nasz Dzielny Biznesmen nadal nie zważając na zmianę ustroju, wysyła swoje reklamy.
Firma Pocztowa uczynnie odbiera od niego coraz większe paczki z listami i podrzuca niczym
kukułka jaja najbliższej Firmie Pocztowej, która związana umowami nie może odmówić ich przyjęcia
i już na własny koszt - przesłania ich dalej. Klienci Firm Pocztowych, które zmuszone są przyjąć
przesyłki od Dzielnego Biznesmena, ponoszą coraz większe koszty utrzymania taboru i zasobów
ludzkich, koniecznych do obsługi poczty... Koszty rosną... Kto pokryje różnicę ? Dzielny
Biznesmen ? NIE! Przecież on jest klientem swojej Firmy Pocztowej i z innymi 'nie ma nic
wspólnego', dlaczego więc miałby im za cokolwiek płacić ? Zapłacą więc klienci innych Firm
Pocztowych, którzy nawet o Dzielnym Biznesmenie nie słyszeli, a jeśli nawet, to w kontekście
niechcianej poczty, którą ten namiętnie rozsyła...
A teraz, Czytelniku sam sobie odpowiedz - czy ta sytuacja jest w porządku ? Jeśli tak, to
najwyraźniej jesteś członkiem Stowarzyszenie Arcy-Dzielnych Biznesmenów... Jeśli jednak masz
wrażenie, że coś tu jest nie tak, jakie widzisz rozwiązanie problemów naszej Nibylandii ?.
Rozwiązań jest kilka:
- obywatele wystawiają pod skrzynką pocztową kosz na śmieci z adnotacją 'tu proszę wrzucać
przesyłki reklamowe. Dziękujemy!' Szybko jednak okaże się, że za wywózkę tych koszy trzeba
naprawdę sowicie zapłacić. Okaże się, że inne rozwiązanie jest lepsze:
- Obywatele składają w najbliższej Firmie Pocztowej dyspozycję, że wszelkie podejrzane
przesyłki, zawierające reklamy, mają być natychmiast niszczone - taka usługa jest tańsza, niż
opłacanie firmy wywożącej śmieci z osiedla.
- Obywatele tworzą 'czarne listy' nadawców, o których z góry wiadomo, że przysyłają tylko
bezużyteczne śmieci, wymieniają się nimi i wtedy gremialnie odmawiają odbierania poczty od tych
nadawców.
- Firmy pocztowe ponoszące największe koszty transportu śmieci dochodzą do porozumienia, w
którym ustalają, że przesyłki nadawane przez określone osoby, czy Firmy Pocztowe nie będą przez
nich obsługiwane.
Oczywiście zarówno Dzielny Biznesmen, jak i jego koledzy ze Stowarzyszenia Dzielnych
Biznesmenów, widząc co się dzieje, zaczynają protestować. 'Przecież to jest jawne łamanie prawa
do wolności wypowiedzi, korespondencji i prowadzenia działalności gospodarczej!' - krzyczą,
grożą sądami, atakują nie tylko Firmy Pocztowe, które nie chcą ich obsługiwać, ale także
najbardziej aktywnych Obywateli, którzy propagują wiedzę o tym, że można 'powiedzieć NIE!'
natrętom ze Stowarzyszenia Dzielnych Biznesmenów.
Jak się kończy ta bajeczka ?... No cóż... Sęk w tym, że zakończenia nie ma, a i morał jest
niejasny... ;-)
(NIE)KONIEC
p.s.
Wszelkie podobieństwa do zdarzeń i osób są całkowicie przypadkowe.
|